Dziś już poniedziałek, więc najwyższy czas na opis sobotniego wesela. Piątego września zostaliśmy zaproszeni na weselę Gosi i Tomka, które odbyło się w Warszawie, nad Wiłą przy ul. Wał Miedzeszyński 379. Restauracja, która nas gościła nazywała się “Neptun”. Jest to wyjątkowo przytulny lokal, którego wystrój nawiązuje do żeglugi. Sala była podzielona na trzy części: taneczną, biesiadną oraz taras grillowy.
Weselnicy Gosi i Tomka oraz sami zainteresowani przybyli na salę weselną ponad pół godziny wcześniej niż planowali i troszeczkę nas zaskoczyli. Na szczęście na wesele zawsze wyjeżdżamy tak, żeby mieć co najmniej pół godziny zapasu. Dzięki temu w pełnej gotowości przywitaliśmy gości marszówką i zaśpiewaliśmy “sto lat” młodej parze po raz pierwszy. Następnie wszyscy udali się na pierwszy posiłek.
Biesiada z akordeonem
Zaraz po konsumpcji tradycyjnie przeszliśmy do pierwszej biesiady, która jak się później okazała wprowadziła weselników na wyjątkowe obroty. Goście chętnie z nami śpiewali i skakali, dzięki czemu mieli niezłą zaprawę przed taneczną częścią przyjęcia.
Pierwszy taniec
Po kilkuminutowej przerwie na złapanie oddechu przeszliśmy do pierwszego tańca Gosi i Tomka. Na ten wyjątkowy moment młodzi wybrali utwór When I fall in love – Nat King Cole. Gościom tak się ten pierwszy taniec spodobał, że domagali się bisów;)
Następnie tradycyjnie przeprowadziliśmy mały teścik oraz zapoznanie gości i rozpoczęliśmy parkietowe szaleństwa.
Szkoła tańca na weselu
Aby zmotywować wszystkich gości do czynnego odwiedzania sali tanecznej, pan młody, świadek oraz kilku gości przeprowadziło “Szkołę tańca” , w której pokazali wszystkim gościom jak tańczy się Macarenę, Twista, YMCA oraz Hip Hop. Goście byli pod wrażeniem tego, co Panowie zaprezentowali, zwłaszcza podczas hiphopu. W Macarenie wspierała Panów także świadkowa.
Po szkole tańca szef kuchni zaprosił wszystkich gości na główny posiłek oraz przepyszny deser (szarlotkę z lodami).
Aby goście nie zasiedzieli się za mocno, od razu po deserze młoda para zabrała weselników w podróż dookoła świata. W pocie czoła goście odwiedzali po kolei wszystkie kontynenty i tańczyli między innymi Country, Tango, Kankana i Zorbę. Mimo zmęczenia, które wyraźnie dawało im się we znaki dotarli do końca i po powrocie do kraju odtańczyli przepięknego Poloneza.
Podziękowanie dla rodziców
Jak tylko wróciliśmy do kraju młoda para postanowiła podziękować swoim rodzicom oraz świadkom. Najpierw Gosia i Tomek wygłosili piękne a przede wszystkim spontaniczne przemówienie dla rodziców i wręczyli im wcześniej przygotowane trofea sportowe za ich wyjątkowe osiągnięcia. Następnie zadedykowali im utwór Kultu – Gdy nie ma w domu dzieci. Młodzi nie chcieli wyciskaczy łez. Pragnęli podziękować rodzicom w zabawny sposób i myślę, że im się to udało.
Dla świadków Gosia i Tomek również przygotowali kilka ciepłych słów oraz zadedykowali im utwór z serialu “Przyjaciele”: The Rembrandts – I’ll be there for you. Piosenka według mnie idealna na podziękowanie świadkom.
Weselne grillowanie
Za sprawą podziękowań na parkiecie zrobiło nam się bardzo tłoczno, jednak obsługa “Neptuna” nie próżnowała i już po chwili mieliśmy kolejną atrakcję weselną: grillowanie. Zaprosiliśmy wszystkich gości na taras, gdzie “Pan Marynarz” już serwował przepyszną karkówkę oraz żeberka z grilla. Palce lizać.
Karaoke na weselu
W momencie, gdy goście zajadali się smakołykami z grilla, my przygotowywaliśmy projektor oraz ekran do karaoke. W momencie, kiedy weselnicy zakończyli ucztę, zaprosiliśmy ich do wspólnego śpiewania. Chętnych mieliśmy bardzo dużo, dzięki czemu karaoke trwało ponad godzinę. Nikt się w tym czasie nie nudził, ponieważ Ci, którzy nie śpiewali, tańczyli i dopingowali wokalistów. Coraz częściej przekonuję się, że karaoke na weselu to bardzo ciekawa i popularna zabawa. Weselnicy chętnie biorą w niej udział i myślę, że warto je organizować.

~*~

Tort weselny
Karaoke musieliśmy przerwać po godzinie 23ciej, gdyż obsługa dała nam znać, że tort weselny czeka już za drzwiami. Chwila przerwy na posprzątanie po karaoke i… Zgasły światła, z głośników usłyszeliśmy pierwsze takty Final Cutdown – Europe a na salę wjechał przepiękny tort ozdobiony racami. Torta również serwował gościom “Pan Marynarz”.

Wesele bez oczepin
Z zabaw oczepinowych Gosia i Tomek zrezygnowali, co wcale nie przeszkadzało gościom. Wręcz przeciwnie. Ilość atrakcji, które towarzyszyły im do północy sprawiły, że chcieli się oni pobawić w swoim tempie i bez żadnych scenariuszy. Gusta muzyczne weselników były bardzo zróżnicowane, ale dzięki licznym dedykacjom, chyba każdy znalazł coś dla siebie.








