Ubiegły tydzień znowu mieliśmy niezwykle zapracowany. Zagraliśmy dwa przyjęcia weselne. Co najciekawsze, pierwsze było zupełnie inne niż drugie. Na szczęście w końcu doczekałem się urlopu i mam więcej czasu na opisanie obydwu z nich. Dziś zajmę się relacją sobotniego wesela, przed którym sakramentalne tak powiedzieli sobie Kamila i Rafał. Przyjęcie odbyło się w Zielonce w domu bankietowym “Cristi Polski Dom”.
Wesele Kamili i Rafała było jednym z największych na jakich mieliśmy do tej pory okazję prowadzić oprawę muzyczną. Na przyjęciu bawiło się około 190-ciu weselników. Z tego co wiem, to byliśmy pierwszymi djami prowadzącymi wesele zarówno w rodzinie Pana Młodego jak i Pani Młodej. Wiązało się to z licznymi obawami Kamili i Rafała o powodzenie przyjęcia. Wielu gości już podczas wręczania zaproszeń ślubnych było przerażonych, że Młodzi nie zatrudnili na wesele zespół, tylko dja. Byliśmy postawieni w trudnej sytuacji, ale chyba zupełnie niepotrzebnie.
Już przed godziną 14:00 podjechaliśmy pod dom Pana Młodego, żeby zagrać tak zwaną marszówkę. Pani Młoda z tej tradycji zrezygnowała, gdyż mieszkała w bloku, który dodatkowo znajdował się 30 km od domu Pana Młodego. Już samo granie marsza oraz, to, że byliśmy pierwszymi djami na weselu w tej rodzinie sugerowało, że będzie to tradycyjne wesele. Zaraz po marszówce przegoniliśmy limuzynę, która wiozła Pana Młodego do Kamili i udaliśmy się na salę weselną do Zielonki, gdzie niestety nie rozpoczęliśmy miłej współpracy z obsługą. Z racji tego, że gramy jako dje a nie kapela, potrzebujemy niewielkiego stolika, żeby postawić odtwarzacze, laptopa oraz sterownik do świateł. Jeszcze nigdy odkąd gramy (około 200 imprez) nie mieliśmy z tym problemu. Zwłaszcza, że zawszę proszę Młodych, aby poinformowali kogoś na sali o tym fakcie. Tutaj nie było inaczej. Jeszcze podczas marszówki Rafał potwierdził, że stolik jest dla nas przygotowany. Niestety chyba się nie zrozumieliśmy, bo stolik był, ale ten z jedzeniem dla nas, kamerzysty oraz fotografa. Mimo wszystko nastawienie “szefa” obsługi było poniżej krytyki, gdyż wystarczyła odrobina dobrych chęci i życzliwości. Jak widać, są jeszcze ludzie, którzy chcą za wszelką ceną zrobić komuś na złość. Czas leciał nieubłaganie a my nie mogliśmy się rozstawić. Telefonowanie do Młodej Pary oraz świadków nic nie dawało, gdyż już zmierzali oni do Kościoła. Atmosfera robiła się coraz bardziej nieciekawa i dopiero interwencja właściciela sali sprawiła, że stolik się znalazł i w dodatku stał kilka metrów dalej, zasłonięty kotarą. Właściciel sali okazał się bardzo miłym Panem, który najwyraźniej nie wie, jak panoszy się jego obsługa. Zupełnie niepotrzebna sytuacja, która bardzo popsuła nam humor a co za tym idzie, ciężko nam się było na początku wesela wczuć w jego klimat. Przez ten incydent, zaraz po urlopie wybieram się do firmy Case Pack po specjalny case’o-stolik, żeby już więcej nikogo nie prosić i nie wysłuchiwać wulgaryzmów jak w sobotę.
Wróćmy jednak do samego przyjęcia weselnego. Zaraz po przybyciu Młodej Pary do domu weselnego okazało się, że weselnicy są bardzo wymieszani, głównie pod względem wiekowym. Od początku w głowach zaczęliśmy układać repertuar. Ja dla młodszych, tata dla tej nieco starszej młodzieży. Tradycyjnie przywitaliśmy Państwa Młodych marszem, szampanem, pierwszym toastem oraz sto lat. Następnie zaprosiliśmy wszystkich na ciepły posiłek, po którym rozpoczęliśmy zabawę biesiadną za stołami. Najpierw wybraliśmy Panów odpowiedzialnych za polewanie alkoholu, potem przeprowadziliśmy zapoznanie rodzin, słodzenie wódki i zagraliśmy kilka, wszystkim dobrze znanych przyśpiewek. Tak jak się spodziewaliśmy, goście bardzo chętnie wspomagali nas swoim śpiewem i z tego co zaobserwowaliśmy, świetnie się bawili.
Po biesiadzie rozpoczęliśmy zabawę taneczną. A tak na prawdę to rozpoczęła ją Młoda Para, która na pierwszy taniec wybrała sobie utwór zespołu Kindla – “Z kimś takim jak Ty”. Zaraz po nim rozpoczęło się taneczne szaleństwo. Przez ponad 3,5 godziny muzyka nawet nie cichła a goście nie schodzili z parkietu. W między czasie Młoda Para oraz dwójka ich przyjaciół przeprowadziła zabawę dla gości, która nazywa się szkoła tańca. Polega ona na tym, że Młodzi oraz ich przyjaciele pokazują cztery choreografie a wszyscy goście wiernie naśladują ich ruchy. Nasi instruktorzy zaprezentowali gościom: Y.M.C.A., Macarenę, Twista oraz Hip-Hop. Salwom śmiechu nie było końca, zwłaszcza w momencie, gdy Młodzi tańczyli breakdance.
Z resztą, co ja Wam będę opowiadał, zobaczcie sami:
Po pierwszym bloku muzycznym, swoją drogą chyba jednym z najdłuższych jakie grałem, Młoda Para zaprosiła weselników na drugi ciepły posiłek, po którym również na specjalne życzenie gości przeprowadziliśmy biesiadę z akordeonem. Tym razem weselnicy nie tylko z nami śpiewali, ale także wyszli do nas na parkiet i zaczęli tańczyć. To było coś niesamowitego. Nie da się opisać tej atmosfery, która wówczas nam i gościom towarzyszyła.
Chcąc wyciągnąć rozśpiewanych gości na parkiet, Kamila i Rafał zorganizowali (z naszą pomocą;)) dla nich podróż dookoła świata. Najpierw Pan Młody w specjalnej rogatywce kolejarza poprowadził nasz weselny pociąg. Następnie odwiedzaliśmy kraje całego świata i tańczyliśmy najpopularniejsze w danym kraju tańce. Graliśmy między innymi: country, tango, cha-cha’ę, walca, kankana, zorbę, kazaczoka, poloneza, ale największą furorę zrobiło zwiedzanie Afryki w rytmie utworu: “Lion sleep tonight”, podczas którego wszyscy Panowie na parkiecie wcielali się w rolę dzikich zwierząt. Na zdjęciu możecie zobaczyć, jak wyglądały obudzone przed chwilą lwy. Panowie wykazali się dużą inwencją twórczą i niektóre zwierzęta naśladowali w niezwykle zabawny sposób.

Podróżując tak po świecie i w czasie dotarliśmy do północy, czyli oczepin.
Zabawy oczepinowe, które wybrali Kamila i Rafał:
Młodzi chcieli na swoim weselu trochę inne zabawy oczepinowe niż te, które organizujemy standardowo. Na początek, przypomnieli oni sobie przysięgę małżeńską, którą składali w Kościele. W naszej wersji, brzmiała ona jednak nieco inaczej:
Ja Rafał, biorę sobie ciebie Kamilo, od czasu do czasu,
na siebie, żeby ci dobrze było, pieniądze żebyś wszystkie oddawała,
dobrze gospodarzyła, dużo dzieci urodziła i szczęśliwa ze mną była.
Ja Kamila ,biorę sobie ciebie Rafała za męża, żebyś mało spał,
rano, w południe i w nocy i po północy, mnie kochał
i na resztę godzin jeszcze siły miał.
Po przysiędze sprawdziliśmy, czy Młoda Para dobrze wykorzystała czas narzeczeństwa i przeprowadziliśmy test zgodności, który momentami był bardzo zaskakujący a zarazem śmieszny. Młodzi musieli odpowiedzieć niezależnie od siebie, podnosząc kartkę z napisem JA lub kartkę z napisem ON/ONA na pytania:
- kto pierwszy powiedział “kocham Cię”?
- kto lepiej prowadzi samochód?
- kto będzie trzymał kasę?
- kto ma fajniejszych teściów?
- kto pierwszy wyciąga rękę po kłótni?
- kto pierwszy zasypia w łóżku?
- kto pierwszy nawiązał znajomość?
- kto będzie zmywał po posiłkach?
- kto będzie rządził w sypialni?
Jak już wymęczyliśmy tak Młodą Parę, to oczywiście nadszedł czas na gości. Młodzi wybrali dwie zabawy dla weselników, jedną dla pań, drugą dla panów. Zabawa dla Pań, była dla nas zaskoczeniem. Co prawda gdzieś, kiedyś ją widziałem, ale my jej nigdy nie organizowaliśmy i nie byliśmy na nią przygotowani. Zabawa ta nazywa się baloniki a polega na tym, że wybieramy kilka par w których panowie siadają na krzesełko a na kolanach kładą specjalną pompkę do materaca, która na końcu miała naciągnięty balon. Zadaniem pań było jak najszybciej skakać na kolanach ich partnerów, żeby napompować balon. Ta pani, której balon pękł jako pierwszy wygrywała płynną nagrodę. Goście zwijali się ze śmiechu widząc panie, które w pocie czoła skakały na kolanach partnerów. Atmosferę podkręcała piosenka lecąca w tle, czyli “Straciłaś cnotę”. Państwo Młodzi na koniec wesela oddali nam w prezencie wspomniane wcześniej pompki, które sami zorganizowali. Także od tej chwili nasz repertuar zabaw oczepinowych zwiększył się o tą właśnie zabawę.
Jako zabawę dla Panów przeprowadziliśmy już coś z naszego stałego scenariusza weselnego, czyli zabawę “Kto pierwszy”, która dokładnie opisana jest tutaj…
Na koniec tradycyjnie Młodzi zatańczyli walca, który pomógł im zebrać na wózek. Jak zawsze nasze wiklinowe wózki, do których świadkowie zbierali pieniądze, zrobiły furorę;).
Po oczepinach weselnicy, podobnie jak na początku przyjęcia, niechętnie schodzili z parkietu, zwłaszcza, że mieliśmy bardzo dużo dedykacji oraz przeprowadziliśmy 5 minut dla Pani Młodej oraz 5 minut dla Pana Młodego. Zabawy te polegały na tym, że najpierw Pani Młoda w kółku panów a Pan Młody w kółku pań byli jak najczęściej odbijani. Następnie zrobiliśmy małą zamianę i Rafał trafił do kółka panów a Kamila do kółka pań. Zasady były podobne, tylko wszyscy tańczyli pod łokieć, żeby nie krępować panów.
Przyjęcie weselne skończyło się o świcie i chyba nie tylko według nas było bardzo udane. Wielu weselników przychodziło dziękowało, żegnało się i brało wizytówki. Już dzisiaj, ktoś z gości Kamili i Rafała dzwonił, żeby zarezerwować termin na przyszły rok.
Komentarz Młodej Pary w naszej księdze wpisów pokazuje, że ich przed weselne obawy były zupełnie niesłuszne. Mam nadzieje, że pokazaliśmy kolejnym osobom, że wesele z djem nie musi przypominać dyskoteki i może zupełnie nie różnić się od wesela z zespołem muzycznym. Mało tego, może być ono ciekawsze.








